piątek, 3 stycznia 2014

Piątkowy lampion

     Jakiś czas temu deklarowałam się, że być może zrobię swój własnoręczny lampion. W czasie świątecznym ostro wzięłam się za suszenie cytryn, limonek i pomarańcz. Prawie cały kaloryfer miałam zawalony talerzykami z tymi owocami. Moje całe suszenie odbywało się tylko na kaloryferze. I szczerze wam powiem, to jest najlepszy sposób. Owoce nie wychodzą takie brązowe:). Taka informacja dla was, kto robi to pierwszy raz by pamiętać je przynajmniej raz w ciągu dnia obrócić, by nie zaczęły pleśnieć. Taki jest mój wniosek. 
  
  Pracę zaczęłam od wycieczki do piwnicy, by znaleźć odpowiedni słoiczek. Wypatrzyłam dwa, identyczne. Oprócz wysuszonych owoców, skorzystałam jeszcze wiadomo z goździków, z cynamonu w całości. Miałam zasuszone od wakacji drobne kwiatki lawendy. Prawie zapomniałam wam wspomnieć o anyżu też w całości, który także pozostał mi od świąt. Podczas któryś zakupów w sensie dosłownym dopadłam nawet mandarynkę z liśćmi, które też zasuszyłam, mowa o części zielonej:).

 Produkcja w skrócie

 A to tak w przybliżeniu wygląda, z każdej strony inny "wystrój".



 A to tak dla kontrastu:). Wspominałam, o dwóch słoiczkach. Drugi czeka na swoją kolei. Wierzę, że się doczeka;), bo chciałam mieć komplecik.

7 komentarzy:

  1. Super :)Pewnie pieknie pachnie i daje niesamowity efekt świetlny,którego zdjęcie nie oddaje.
    Ja w tym roku zapomniałam o pomarańczkach;((

    OdpowiedzUsuń
  2. Superowy :)
    Aż mi zapachniało tymi cytrusami :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Urocze! Ja też uwielbiam cytruski :)) Dobrze wiedzieć, że nie brązowieją na kaloryferze, skorzystam więc na przyszłe BN :))
    Dziękuję za udział w zabawie i pozdrawiam ciepło :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Super lampion. Świetnie wygląda.
    Dziękuję za udział w candy. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad :).